you say shoo, I say rama

Styczeń 17, 2007

Spożywcze wpadki sklepowej siatki, czyli: dramat w dwóch aktach.

Filed under: Uncategorized — shooshoorama @ 2:44 pm

Akt pierwszy, scena pierwsza

Rzecz dzieje się w lokalnym sklepiku.

W rolach głównych:

Asystent szopa (aka As) – chłopak młody i niezaznajomiony z konsumencko-branżowymi terminami.
Ja (aka Ja) – klientka, o sprecyzowanych poglądach, polująca na towar o uroczej nazwie, niekoniecznie z najwyższej półki.

Ja: Poproszę jogurt o smaku panna cotta.
As: Kota?
Ja: Tak, ten z białą babką na etykiecie.
As: Ale o co Pani chodzi?

Następnym razem wydrukuję obrazek z netu, przykleję sobie na czoło i nie będzie wątpliwości, o co Pani loto.
A oto panna cotta, która została owocem Jogobelli:

1

Akt drugi, scena pierwsza

Hajpermarket real,- – pasaż, punt gastronomiczny o nazwie Gorący Kurczak z Rożna. Wybór większy niż tylko opalone kuraki.

Występują:

Pani z nożem na przedzie (aka Pznnp) – istota w fartuchu pokrytym czerwonymi smugami (keczap pewnie, a nie ostatnie tchnienia cziksów chlastanych na zapleczu).
Ja (aka Ja) – osoba wielce zaintrygowana czarną parującą mazią, wydzielającą cebulowe wyziewy.

Ja: Przepraszam, czy na tej patelni, to jest kaszanka?
Pznnp: Nie, to gyros.
Ja: A, to dziękuję.

W takim razie pytam: dlaczego od zawsze wmawiano mi, że gyros wygląda tak:

1

Prawda jest taka, że tylko na pochyłe drzewo, zdrowe świnie skaczą. Tamta, widocznie, skoczyła na sekwoję, albo była nie-halo.

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.